Kazimierz Moczarski (1907-1975)

Kim był autor Rozmów z katem

O KAZIMIERZU MOCZARSKIM

Kazimierz Moczarski urodził się Warszawie w 1907 roku. Dom był nauczycielski, o tradycjach socjalistycznych i niepodległościowych. Moczarski ukończył prawo i dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Zauroczony legendą Marszałka wstąpił do piłsudczykowskiego Legionu Młodych. W kilka lat potem związał się z ruchem klubów demokratycznych, grupujących lewicowo-liberalną inteligencję. Tej tradycji pozostał wierny do końca życia.

W konspiracji Moczarski znalazł się już na początku 1940 roku. W Biurze Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej analizował bujne życie polityczne w podziemiu. W konspiracyjnym Stronnictwie Demokratycznym toczył dyskusje o przyszłym kształcie państwa. W Kierownictwie Walki Podziemnej tropił kolaborantów i szmalcowników.

Walczył w powstaniu warszawskim, a po kapitulacji wyszedł z miasta z ludnością cywilną, by, na rozkaz szefa BIP płk Jana Rzepeckiego, na nowo zorganizować pracę tej komórki. Po rozwiązaniu Armii Krajowej pozostał w sztabie Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj, stanowiącej przedłużenie podziemia akowskiego. Był rozdarty między poczuciem obowiązku i lojalnością wobec współtowarzyszy a przekonaniem, że dalsza konspiracja nie ma sensu. Liczył na możliwość włączenia się Akowców w legalną pracę dla kraju. Nadzieje wiązał z zagwarantowanymi przez aliantów wolnymi wyborami, które odbiorą władzę komunistom.

UB aresztowało Moczarskiego na warszawskiej ulicy w sierpniu 1945 roku. Za działalność w Delegaturze skazano go na 10 lat więzienia. Nim kara dobiegła końca, rozpoczęło się nowe śledztwo. „Piekielne” – jak zapowiedział jeden z oprawców, Józef Dusza. Mimo wielomiesięcznych tortur nie zdołano zmusić Moczarskiego do złożenia fałszywych zeznań. Dodatkowym upokorzeniem miała być wspólna cela z Jürgenem Stroopem, katem warszawskiego getta. Spędził w niej dziewięć miesięcy.

Aresztowano i poddano ciężkiemu śledztwu jego żonę Zofię, która towarzyszyła mężowi w konspiracji. Moczarskiego w trakcie jednego z przesłuchań poinformowano o jej rzekomej śmierci. Zofię skazano na 6 lat więzienia. Kazimierz dostał karę śmierci. W rok później zamieniono ją na dożywocie.

W 1956 roku Kazimierz Moczarski wyszedł na wolność. Przyjaciele mówili, że wrócił niezmieniony duchem, gotów o zasady potykać się z każdym. Nie chciał przyjąć amnestii i przez kilka miesięcy adwokaci Władysław Winawer i Aniela Steinsbergowa walczyli o proces rehabilitacyjny. Rehabilitacji doczekała też Zofia.

Zrujnowanego więzieniem zdrowia nie odzyskali nigdy. Z trudem odbudowali pogruchotane małżeństwo. Urodziła im się córka. Moczarski mówił wtedy: ”Ela to jest moje zwycięstwo, chcieli mi zabrać życie, a ja dałem nowe”.

Choć komuniści starali się takim jak on zamknąć usta, nie wycofał się całkiem z życia publicznego. Brał udział w spotkaniach Klubu Krzywego Koła. Wrócił do Stronnictwa Demokratycznego, licząc na obecny przez pewien czas popaździernikowy margines swobody. Podjął pracę w „Kurierze Polskim”. Pisał niewiele, skupiając się na wyszukiwaniu tematów dla młodszych dziennikarzy. Gdy w 1967 roku w gazecie doszło do antysemickich czystek, Moczarski sprzeciwił się redakcyjnemu polowaniu na czarownice. Został pozbawiony stanowiska i możliwości pisania. Pomoc znajdującej się w trudnej sytuacji materialnej rodzinie zorganizowali wtedy Aniela Steinsbergowa i Jan Józef Lipski.

Ostatnie lata życia Moczarskiego wypełniła intensywna praca nad „Rozmowami z katem”. Pisał tę książkę do lat, tkwiła w nim od czasu spotkania w jednej celi ze Stroopem. Potem uzupełniał wiedzę i szukał właściwej formy. Pierwotny tekst wydrukował w odcinkach w miesięczniku „Odra”, ale wydania książki nie doczekał. Nagły atak choroby nowotworowej zaskoczył najbliższych, Kazimierz Moczarski zmarł 27 września 1975 roku.

„Rozmowy z katem”, wstrzymywane przez cenzurę, ukazały się dwa lata po śmierci Moczarskiego. Książka od razu zyskała sławę i została uznana za jedno z najważniejszych świadectw XX wieku. Osoba autora pozostawała w cieniu. Okoliczności spotkania w jednej celi nazistowskiego zbrodniarza i oficera AK do końca PRL były tematem zakazanym.

Anna Machcewicz

TRZY ROZMOWY Z KATEM

„Rozmowy z katem” to książka wyjątkowa. Opowiada nie tylko o tym, co wyczytamy z jej kart. Równie ważne jest to, czemu autor nie poświęcił ani słowa.

Literatura zawsze budzi wyobraźnię. Ale „Rozmowy z katem” ożywiają ją w niecodzienny sposób. Bo również tym, co nienapisane. „Rozmowy z katem” to właściwie trzy opowieści. Jednak tylko jedną z nich znajdziemy w treści książki.

Pierwsza opowieść „Rozmów z katem” to wiwisekcja Jürgena Stroopa, niemieckiego zbrodniarza. Hitlerowca odpowiedzialnego za śmierć tysięcy ludzi, wśród nich ofiar powstania w warszawskim getcie. Po wojnie Amerykanie skazali Stroopa na karę śmierci i przekazali Polsce. Tu trafił do więzienia na Mokotowie.

Razem z nim siedział inny zbrodniarz, Gustaw Schielke. Ten był zaledwie niemieckim policjantem. Obaj to dwa tryby, przełożony i podwładny, bez których nie działałaby zbrodnicza maszyna.

Do ich celi „dokwaterowano” Kazimierza Moczarskiego, podczas wojny żołnierza Armii Krajowej. Na ciasnej, zamkniętej przestrzeni znaleźli się śmiertelni wrogowie.

Kazimierz Moczarski opisywał pierwsze wrażenie po przestąpieniu progu celi: „Niemcy. Dzieli mnie od nich wszystko - a więc i ciężar przeszłości, i postawa światopoglądowa. A łączy: interes ludzi w jednej celi. Czy taka więź sytuacyjna, nie wytworzona z dobrej woli, może być podobna do kładki nad przepaścią?"

Siedzieli razem od 2 marca do 11 listopada 1949 roku. Moczarski wykorzystał ten czas dla zrozumienia, co uczyniło ze zwykłych ludzi ludobójców.

Moczarski wspominał, że żył wówczas w dwóch światach: w celi i w wyobraźni. Słuchając Stroopa wcielał się w jego osobowość. Widział i czuł to, co on. W więzieniu, pozbawiony wielu codziennych bodźców, umysł Moczarskiego osiągnął niezwykłą koncentrację. Moczarski „pisał” w głowie, widząc słowa układające się na kartkach papieru. Potem potrafił je wertować, wracać do wcześniejszych fragmentów.

Ale też Stroop sięgał do głębokich pokładów pamięci. „Przecież skądeś się to brało, że tak mało inteligentny człowiek jak Stroop, który nie wiedział, że istnieje Antarktyda i wierzył, że kamienie w ziemi rosną, który nie pamiętał często nic z tego, czego go poprzedniego dnia nauczyłem po polsku, zachował dokładnie wyryte w pamięci jak fotografie, raporty z Grossaktion Warschau – wspominał Kazimierz Moczarski - Chciał nawet pisać pracę doktorską, chciał się habilitować pracą na temat likwidacji warszawskiego getta".

Druga opowieść „Rozmów z katem” to niemy dowód na okrucieństwo komunistów, którzy Kazimierza Moczarskiego, bohatera Armii Krajowej, wsadzili do jednej celi z hitlerowskim zbrodniarzem. Niemy, bo w książce nie przeczytamy ani słowa o tym, dlaczego powojenne polskie władze próbowały Moczarskiego upokorzyć, zrównać z niedawnym wrogiem.

„Po zwycięstwie w 1945 roku Stalin bez skrupułów potępił demokrację zachodnią, a jej przedstawicieli traktował z taką samą pogardą, jak pokonanych faszystów – napisał wiele lat później we wstępie do książki Norman Davies. - W logice komunistycznej zatem decyzja o umieszczeniu w jednej celi Moczarskiego, żołnierza polskiego ruchu oporu, i generała SS Jürgena Stroopa, współodpowiedzialnego za likwidację getta warszawskiego, była całkowicie naturalna”.

Kazimierz Moczarski siedział w więzieniu od 11 sierpnia 1945 roku. Bezpodstawnie zarzucono mu współdziałanie w likwidacji komunistów podczas niemieckiej okupacji. Skazano na karę śmierci. Oczekiwał na wykonanie wyroku dwa i pół roku. Dopiero później karę zamieniono na dożywocie. W więzieniu spędził ponad dziesięć lat. W grudniu 1956 roku został uniewinniony.

Umieszczenie go w celi ze zbrodniarzem wojennym można rozumieć jako szczególny sposób psychicznego udręczenia. Moczarskiego nie złamały fizyczne tortury, stosowane przez UB-eków. Sam wyliczył czterdzieści dziewięć sposobów, wśród nich przypalanie papierosem, kłucie szpilką, wyrywanie włosów, miażdżenie obcasami palców. W rozmowie z Tadeuszem Konwickim wspominał, że przed poddaniem się uchroniła go – paradoksalnie - kolejna tortura. Śledczy skłamali, że zmarły żona i córka Moczarskiego. Wówczas, zamiast całkowicie utracić ducha, poczuł, że stał się samotnym i wolnym człowiekiem.

Niewypowiedziana w książce myśl, że komuniści zrównują AK-owca z hitlerowskim zbrodniarzem, cały czas towarzyszy lekturze. I właśnie przed tym skojarzeniem broniła się władza. Tu zaczyna się trzecia opowieść „Rozmów z katem” - historia tego, jak komuniści latami uniemożliwiali opublikowanie książki Moczarskiego.

Kazimierz Moczarski zaczął pisać od razu po uwolnieniu w 1956 roku. Odtwarzał kolejne obrazy, a potem sprawdzał zapamiętane szczegóły. Choćby to, czy w centrum rodzinnego miasta Stroopa stała fontanna z rzeźbą sarenki.

Pierwszy fragment wydrukowała „Polityka” w 1968 roku, w dwudziestą piątą rocznicę powstania w warszawskim getcie. Cztery lata później władza pozwoliła opublikować książkę, ale podzieloną na fragmenty. Na dokładkę jedynie w regionalnym - choć cieszącym się znakomitą sławą - piśmie „Odra”. Ze wstępu napisanego przez Andrzeja Szczypiorskiego cenzor wykreślił treść wyroku rehabilitującego Kazimierza Moczarskiego. W 1972 roku cenzura nie pozwoliła czytelnikowi przeczytać tego, co orzekł sąd w roku 1956. Władza wciąż broniła się przed przyznaniem, że w celi ze zbrodniarzem hitlerowskim umieszczono nie tylko AK-owca, ale po prostu niewinnego człowieka.

W całości, w jednym tomie, książka ukazała się w 1977 roku, dwa lata po śmierci Kazimierza Moczarskiego. Natychmiast zdobyła olbrzymie powodzenie wśród czytelników. Z czasem „Rozmowy z katem” stały się lekturą szkolną. Ale pierwsze polskie pozbawione skreśleń cenzury wydanie pojawiło się dopiero w 1992 roku, już po upadku PRL-u.

Książkę przetłumaczono na wiele języków – ukazała się na Węgrzech, w NRD i RFN, Francji, Hiszpanii, Grecji, Jugosławii, Czechosłowacji, Finlandii, USA, Izraelu, Japonii. Teatralne inscenizacje wystawiano w Niemczech, Francji, Holandii.

Znając te trzy historie można zrozumieć, na czym polega siła „Rozmów z katem”. To opowieść o zbrodniach hitleryzmu i komunizmu, choć tylko te pierwsze przywołano na kartach książki. Ale niewypowiedzianego oskarżenia, dotyczącego tych drugich, władze bały się przez długie lata.

Piotr Lipiński

fot: archiwum Elżbiety Moczarskiej/FOTONOVA